Ostatnia
modyfikacja:
2016-01-03

Mini ogród botaniczny w Zawadzie - 2015 r.

Licznik odwiedzin:
 



Rok 2015

Perspektywa ciągłego pokonywania 200m by udać się do lasku czy to w celach rekreacyjnych czy związanych z pracami pielęgnacyjnymi, wydawała mi się bardzo niepraktyczna. Cały czas myślałem więc o zmianie lokalizacji. W końcu, na przełomie zimy i wiosny 2015 r., wpadłem na pomysł, aby umieścić ogrobotek w dolince graniczącej z wierzbowo-robiniowym lasem widocznym z okien domu. Z czasem teren ten znacznie się powiększył, obejmując nie tylko rzeczoną dolinkę, ale także kolejno obszar pomiędzy stodołą i lasem, a na koniec - pomiędzy domem i lasem. Tak wyznaczony areał zamknął się ostatecznie na powierzchni ok. 12 arów, na której oprócz części leśnej (10a) zaplanowaliśmy także niewielki sad (2a). Rozpoczęły się prace koncepcyjne polegające na planowaniu rozmieszczenia drzew, a następnie prace w terenie związane z jego przygotowaniem pod nasadzenia. Trwały one do końca września 2015 r., a już kilka dni później, bo na początku października, posadziłem pierwsze drzewka.

Nowa lokalizacja obejmowała początkowo dolinkę pod lasem, potem także m.in. teren pomiędzy lasem i stodołą.

W kwietniu teren pod nasadzenia został zaorany.

W maju do akcji wkroczyła glebogryzarka i od razu zrobiło się dużo przyjemniej :).

Najbardziej żal było nam pięknej stodoły, którą w związku z założeniem ogrodu trzeba było wyburzyć.
Ta przykra operacja miała miejsce 4. sierpnia 2015 r.

Ostatnim etapem przygotowania ziemi pod uprawę było bronowanie oraz porządkowanie terenu
(m.in. usuwanie wyoranych kamieni). Miało to miejsce we wrześniu 2015 r.

Po założeniu "markera" ogrodzenia, można było w końcu zająć się zaznaczaniem lokalizacji drzewek w terenie.
Oczywiście robiłem to na podstawie mapek wyprodukowanych przez program Garden Planner :).

W celu zabezpieczenia przyszłych drzewek przed sarnami, zdecydowaliśmy się wykonać ogrodzenie z siatki leśnej.
Całkowity koszt ogrodzenia o długości ok. 170m wyniósł 2300 PLN.

Wreszcie, po ponad półrocznych przygotowaniach, nadszedł czas na finał. Pierwsze drzewka, w liczbie 26, zakupiłem 3. października 2015 r. w wyśmienitej szkółce prowadzonej przez pana Juszczaka wraz z synem w Balicach przy ul. Kapitana Medweckiego 63. Większość z nich to naprawdę duże sadzonki o wysokości 2-2.5m, a niektóre nawet przekraczały 3.5m (najwyższy w zestawie klon jawor mierzył 4.05m)! A oto szczegółowa lista gatunków: olsza czarna (2 szt.), lipa drobnolistna (1), lipa szerokolistna (1), dąb szypułkowy (1), buk pospolity (1), kasztanowiec pospolity (3), orzech włoski (2), klon jawor (1), klon pospolity (3), brzoza brodawkowata (3), grab pospolity (1), jarząb pospolity (1), jarząb szwedzki (3), miłorząb dwuklapowy (1), świerk kłujący (1) i surmia wielkokwiatowa (1).


Wszystkie drzewka posadziłem na drugi dzień po przywiezieniu, co stanowiło nie lada wyzwanie, jako że musiałem to robić sam, drzewka były stosunkowo duże, a dzień - niezbyt już długi. Ale ostatecznie udało się :).

Największe wrażenie o tej porze roku robią oczywiście klony pospolite :).

A wszystko to, bo... (już Wy tam, K&M, wiecie co ;-).

10 października przesadziłem sprzed domu do lasku 6 drzewek: małego jałowca i bardzo małą glediczję z Rychwałdu, bardzo marnego już żywotnika z loggii na Szablowskiego, małą daglezję i małego orzecha włoskiego z Rychwałdu oraz kupionego w sklepie małego świerka odmiany Conica, który służył nam za świąteczną choinkę, a na wiosnę został wkopany do ziemi i z trudem bo z trudem, ale wygląda na to, że się przyjął. Jałowca, glediczję, daglezję i orzecha posadziłem w ich docelowych miejscach natomiast dwa pozostałe drzewka - na końcu lasku w rogu, który to obszar traktuję jako rezerwuar "zapasowych" drzewek. Na koniec dnia wykopałem z lasku Kasi dwie dość duże (3.9m i 3.4m) osiki. Jedna z nich (większa) rosła krzywo na bardzo stromym skraju rzeki; prawdopodobnie wcześniej czy później i tak by się z tego powodu przewróciła. W lasku tym namierzyłem jeszcze do przesadzenia jesiona wyniosłego, dęby szypułkowy i czerwony(!) oraz wiąza polnego.


14 października przyniosłem z lasku Kasi całkiem okazałego (prawie 3m) jesiona wyniosłego z prostym pniem posiadającym jednak w jednym miejscu charakterystyczne "kolanko". Małego jesiona z Rychwałdu przesadziłem umieszczając go pomiędzy klonami, osikami i brzozami. W tym tygodniu zamierzam jeszcze przesadzić małą topolę białą z Rychwałdu. W ten sposób liczba drzewek w naszym mini-arboretum wzrosła do 34 (= 26 + 6 + 2).

17 października wykopałem z ogrodu w Rychwałdzie w celu przesadzenia 11 drzewek: 4.25m topolę kanadyjską (którą trzeba było koniecznie przesadzić dlatego, że niebawem dosięgłaby przewodów; kupiona w szkółce Konieczko jako włoska, dlatego została zasadzona w niewłaściwym miejscu), ponad 3.5m jesiona pensylwańskiego (wykopanego kiedyś z krakowskich nieużytków na Czyżynach), 3m brzozę omszoną (ze szkółki Konieczko), 3m skrzydłorzecha kaukaskiego z końca działki, 1.6m dęba błotnego (Konieczko), 1.5m kasztanowca nieznanego gatunku (być może gładkiego; wykiełkował on wraz z kasztanowcami żółtymi z kasztanów zebranych w Ogrodzie Botanicznym w Krakowie), niespełna 1m miłorzęba dwuklapowego (Konieczko), 90cm kłęka kanadyjskiego (Konieczko), 0.6m żywotnikowca japońskiego (ze szkółki w Żywcu) oraz dwa małe dęby szypułkowe (Konieczko). Drzewka te pomagał mi wykopać i załadować na przyczepę brat, który od dawna na naciskał aby zabrać jak największą ich ilość ze względu na utrudnienia przy koszeniu trawy. Na razie zabrałem 11, ale na wiosnę wezmę jeszcze co najmniej 2(4), tzn. złotokapa i ewodię, być może jeszcze jarząba domowego i orzecha szarego, którego tym razem nie udało mi się wykopać. Do miejsca docelowego przytargałem drzewka swoją leciwą Jettą "bidulką", do której doczepiłem dużą przyczepę szwagra. W poniedziałek wziąłem urlop na żądanie i wszystkie drzewka posadziłem, co zajęło mi ok. 4 godziny. Najgorzej sprawa wygląda w przypadku "kanadyjki" - drzewo miało bardzo rozbudowany i głęboki system korzeniowy, który przy wykopywaniu (zniszczona sztychówka!) mocno ucierpiał. Prawie tak samo niepewny los dotyczy jesiona pensylwańskiego. Reszta drzewek powinna przyjąć się na nowym miejscu bez problemu. Zobaczymy na wiosnę. Jak łatwo policzyć, w tej chwili nasze "mini-arboretum" posiada 34 + 9 = 43 drzewka.

Prawie 5m topola kanadyjska przywieziona z Rychwałdu jest obecnie
najwyższym drzewem w całym "mini-arboretum". Niestety szanse na to,
że drzewo się przyjmie są małe.
Również przywieziony z Rychwałdu skrzydłorzech kaukaski nie jest wprawdzie
tak wysoki jak "kanadyjka" (ma "zaledwie" ok. 3m wysokości)
ale prawie tak samo gruby (obwód pnia 8cm).

Jednymi z najciekawszych drzew w OgroBotku są zapewne mały (niespełna 1m) kłęk kanadyjski
i podobnej wielkości żywotnikowiec japoński.

19 października wykopałem z lasku Kasi ładnego, prawie 2m dęba czerwonego i małą (1.4m) olszę szarą. O ile dąb miał rozwinięty system korzeniowy, o tyle olsza szara, jak to olsza szara, nie miała własnych korzeni tylko była "podpięta" do korzenia starszej koleżanki (rosnącej w dużej odległości; zastanawiam się czy w ogóle istnieją małe olsze szare z własnymi korzeniami???). Mimo użycia ukorzeniacza, obfitego podlewania i stabilnego przypalikowania szanse na przyjęcie olszy są minimalne. Ano, zobaczymy...

20 października wybrałem się z sąsiadem na mały rekonesans wzdłuż drogi. Okazało się, że wiązy polne, które jakiś czas temu zauważyłem, rosną na obszarze lasku należącym do Kasi. Tak więc pewnie w najbliższą sobotę zabiorę stamtąd jedno drzewko i zasadzę w naszym mini-arboretum. W tym samym lasku chcę jeszcze znaleźć do ogrobotka odpowiednio "słusznego" dęba szypułkowego.

24 października oczyściłem z kamieni, cegieł, szkła i zasuszonych kępek traw, wyplantowałem grabiami a na koniec wyrównałem walcem do trawnika ok. 2/3 ogrodzonej powierzchni. Na więcej (jak również na planowane posadzenie wiąza i dębu) nie starczyło niestety czasu. Do walcowania użyłem 40kg walca do trawy wypożyczonego w Krakowie.

Porządkowanie terenu, plantowanie i walcowanie kosztowało wprawdzie bardzo dużo pracy, ale opłaciło się.
W przyszłości będzie się nie tylko wygodniej spacerować wśród drzew, ale także wjechać kosiarką.

A to mój widok z okna o tej porze roku :). Osiki po prostu wymiatają!

31 października zakończyłem plantowanie całości terenu. Odkryłem, że najbardziej nadaje się do tego genialne, stare urządzenie przypominające trochę skrzyżowanie wideł Neptuna i harpuna; urządzenie to nazywa się wg Kasi radło i należało do jej dziadka. Potem wybrałem się do lasu po dwa ostatnie drzewka, które zamierzałem stamtąd wykopać w tym roku, mianowicie ok. 3m dęba szypułkowego i 2.5m wiąza polnego. Oba drzewka miały głęboki, a przy tym rozbudowany na boki system korzeniowy, który z konieczności musiał zostać mocno ograniczony i uszkodzony przy wykopywaniu (zwłaszcza ten wiązu polnego, którego korzeń główny, prawdopodobnie z powodu kamienistego podłoża, był skierowany w bok). Zrobiłem, co się dało - użyłem resztki ukorzeniacza, obciąłem zbędne pędy, "obsmykałem" liście, przytwierdziłem drzewka do 2 (dąb) lub 3 (wiąz) palików, na koniec obficie podlałem. Teraz pozostaje tylko trzymać kciuki za to, żeby się przyjęły i... żyły długo i szczęśliwie :). Liczba nowych drzew w OgroBotku wzrosła do 47.

Z cyklu "ręczne robótki" naszych dziadków :). Dziś w rolach głównych
wystąpiły: radło (rodzaj pługu ręcznego?), grabie oraz drewniane taczki.
Narzędzia sprzed niemal pół wieku (po dziadku mojej żony),
a jednak sprawdziły się doskonale!
Pierwsze grzyby znalezione w OgroBotku :).

Od kilku dni rozbudowuję program Garden Planner. Zaimplementowałem m.in. następujące funkcjonalności: tworzenie listy rzeczy do zrobienia, wprowadzenie dat kiełkowania i posadzenia drzewa, źródła pochodzenia drzewa oraz jego dodatkowego opisu a także możliwość dodawania pomiarów wysokości i obwodu pnia drzew wraz z generowaniem raportu o przyrostach rocznych.



Platan "Olbrzym" - największe drzewo w mini-arbiretum.

5 listopada przywiozłem 2. transport drzewek ze szkółki pana Juszczaka z Balic. Wśród nich było jedno drzewo, na które wprost nie mogłem się doczekać od kiedy je zobaczyłem. Był to ogromny (jak na roślinę do posadzenia) platan klonolistny o prostym, gładkim pniu i regularnej koronie. Drzewo miało 5.60m wysokości(!) i 20cm obwodu pnia na wysokości 130cm (przy ziemi 27.5cm). Właściciel szkółki miał poważne wątpliwości czy zdoła je dowieźć do Zawady ze względu na tak dużą długość ładunku, niemal 2-krotnie przekraczającą rozmiary przyczepki. Ostatecznie jednak udało się. Przy okazji tego platana miała miejsce pewna mało zabawna historia. Otóż aby zaoszczędzić czas, pan Juszczak wykopał wcześniej drzewo i przygotował je do transportu ("obsmykał" nawet liście). Kiedy przyjechałem na miejsce, okazało się, że nastąpiła pomyłka i wykopany został sąsiedni platan - nieco grubszy, ale też niższy i zdecydowanie (moim zdaniem) mniej atrakcyjny od tego "mojego" - wymarzonego. Poprosiłem więc pana Juszczaka, aby wykopał drugie drzewo (oferując swoją pomoc). Udało się to zrobić pozyskując jeszcze większą bryłę korzeniową, mającą też zdecydowanie więcej drobnych korzeni. Po przywiezieniu drzew pan Juszczak był tak uprzejmy, że pomógł mi zasadzić platana (całkiem już po ciemku!). Nie chciałem tego zostawiać do rana, bo po pierwsze zanosiło się na nocny przymrozek, a po drugie rozmiary drzewa i jego ciężar sprawiały, że nie byłbym w stanie posadzić go sam. No, ale dość o platanie :). Pozostałe drzewa, z których największe niewiele ustępowały olbrzymowi, to w kolejności wysokości: 3.40m wiąz górski i podobnej wielkości kasztanowiec czerwony (dokł. 3.30m), ok. 3m tulipanowiec amerykański (odmiana ozdobna, więc będzie sadzony poza arboretum - przed domem), ok. 2m buki pospolity i czerwonolistny oraz niespełna 1m kasztanowiec żółty. Nie zdecydowałem się na ogromną glediczję, bo podejrzewam, że była to odmiana "nieuzbrojona" w ciernie. Wiele drzew nie zdążyło dotrzeć na czwartek, a miały być dzień później, ale akurat w piątek pan Juszczak wyjeżdżał w trasę i nie mógłby ich przywieźć. Tak więc drzewka te, podobnie jak magnolia żółta, przezimują w szkółce (i dobrze, niech jeszcze tą zimę spędzą w "cieplejszym klimacie" :-). Drzewa "odłożone" do przyszłego roku to m.in. rozmaite kilka topól, 2 wiązy szypułkowe, bożodrzew gruczołkowaty, wszystkie iglaki (na których sadzenie jest już zdecydowanie za późno) i drzewa owocowe. Ponieważ ilościowo transport był mały (tylko 7 drzew, ale jakich!), zdecydowałem się zabrać jeszcze kilka najbardziej odpornych na mróz drzew owocowych, a więc 2 jabłonki (Lobo i Oliwka żółta czyli Papierówka) oraz gruszę (Faworytka). Tak więc jutro czeka mnie zasadzenie 8 drzewek (bo "król-platan" już sobie rośnie :-).

6 listopada zasadziłem wszystkie przywiezione drzewka oprócz tulipanowca, który musi poczekać na przygotowanie przez koparkę miejsca obok garażu. W trakcie czynności miało miejsce przykre zdarzenie polegające na częściowym obłamaniu wierzchołka buka czerwonego. W dodatku po poluzowaniu worka jutowego ziemia wysypała się odsłaniając korzenie. Musiałem oberwać 90% liści. Trudny start ma ten buk, ale mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej. Była też pewna rzecz, która ciągle nie dawała mi spokoju, a dotyczyła posadzonego platana. Otóż jego bryła korzeniowa była otoczona nie jutą, a dość rzadką, ale jednak metalową siatką. Właściciel szkółki zapewniał wprawdzie, że nie ma potrzeby jej usuwać. Ja jednak, pomny na nagłe uschnięcie kilka lat po posadzeniu pięknej daglezji w Rychwałdzie, która okazało się miała podobną siatkę, zdecydowałem (zresztą za namową Krzysztofa Borkowskiego - dzięki!) żeby wykopać platana i usunąć siatkę. Sam oczywiście nie mogłem zasadzić tak dużego drzewa, tak się jednak szczęśliwie złożyło, że 7 listopada pracowała u nas ekipa remontowo-budowlana i jeden z pracowników pomógł mi to zrobić. Od dziś mogę zatem spać spokojnie :). Wieczorem zmierzyłem platana, otrzymując następujące wyniki: wysokość 5.60m, obwód pnia na wysokości pierśnicy 19.5cm, przy ziemi 27.5cm. Jest to bezapelacyjnie najwyższe i najgrubsze posadzone drzewo. Druga w kategorii wysokości jest przywieziona z Rychwałdu topola kanadyjska z wynikiem 4.25m, na trzecie miejsce spadł niedawny lider - klon jawor o wysokości 4.05m. Do najwyższych drzew należą także dwa zasadzone wczoraj, a mianowicie 3.40m wiąz górski i 3.30m kasztanowiec czerwony. Zastanawiamm się ile lat zajmie topoli kanadyjskiej (o ile się przyjmie) dogonienie platana, który też przecież bardzo szybko rośnie. Myślę jednak, że ten okres wertykalnego królowania platana nie będzie trwał więcej niż 3-4 lata. Liczba nowych drzewek w mini-arboretum osiągnęła wartość 53 (plus kilkadziesiąt drzew wcześniej istniejących, głównie dużych robinii i kilka dębów).

Do grona największych drzew w OgroBotku dołączyły 3.40m wiąz górski oraz 3.30m kasztanowiec czerwony. Początek założenia sadu; poza dwoma orzechami włoskimi
(niewidoczne na zdjęciu) od prawej: jabłonie Lobo i Papierówka
oraz grusza Faworytka.

No i bardzo niedługo cieszył się platan mianem najgrubszego drzewa w mini-arboretum :). 9 listopada, przy pomocy koparki CATERPILLAR, z okolic dawnego kompostownika został przesadzony kilkunastoletni(?) orzech włoski. Ustępuje on wprawdzie znacznie wysokością (3.60m) platanowi, jednak jego pień jest minimalnie grubszy - mierzy w obwodzie dokładnie 20cm (przy ziemi 41cm). Mimo dużych rozmiarów drzewa i, jak się okazało, potężnego systemu korzeniowego, jego przesadzenie nie stanowiło dla CAT-a żadnego problemu; miałem wrażenie, że maszyna nawet "nie poczuła" kiedy orzech powędrował w górę. Następnie koparka, operując ramieniem ponad ogrodzeniem, wykopała duży dołek i delikatnie umieściła w nim roślinę. Reszty dopełniłem ja, który piszę te słowa :). Przy okazji - przesadziłem maleńką jodełkę sprzed garażu (wysadzona z doniczki) na docelowe miejsce gatunku.

Przesadzanie orzecha przy pomocy sprzętu ciężkiego :). Na swoim nowym miejscu orzech włoski prezentuje się doskonale!

11. listopada. W związku z nowym nabytkiem opisanym w poprzednim akapicie, przesadziłem małego orzecha włoskiego przywiezionego z Rychwałdu do części sadowniczej. Przesadziłem także przywiezioną z Rychwałdu topolę białą z części "drzew zapasowych" do docelowego miejsca dla tego gatunku. Jeśli na wiosnę uda mi się kupić dużą topolę białą, ta znowu, tym razem jednak po raz ostatni zostanie przesadzona (pewnie na zewnątrz ogrodzenia, gdzieś na skraju lasu). Z czynności zaplanowanych w tym roku pozostało jeszcze uszczelnienie ogrodzenia od dołu (zające) pozostałą siatką leśną, złagodzenie i wyplantowanie uskoku terenu wokół stodoły oraz podsypanie korą i owinięcie agrowłókniną na zimę najmniejszych i najbardziej wrażliwych na mróz drzewek.

25. listopada. Zaczynają się dość duże przymrozki. Tej nocy było -7*C, a dziś ma być jeszcze zimniej. Podsypałem więc korą wszystkie drzewka. Zagęściłem też od dołu ok. 10m siatki leśnej. Po południu dosadziłem 5 drzewek owocowych kupionych od sąsiada, pana Mariana: jabłoń odm. 'Eliza', wiśnię, brzoskwinię, morelę i nektarynkę. Sadziło się fatalnie ze względu na wszechobecne błoto. W sadzie mamy już 10 drzewek owocowych. Na wiosnę trzeba u pana Mariana dokupić m.in. jabłoń 'Koksa pomarańczowa'.

25. listopada 2015 roku. Czas podsumować kończący się sezon. To był niesamowity rok - najważniejszy w moim życiu. Przede wszystkim w kwietniu tego roku urodziła się nam córeczka Magda. Przeprowadziliśmy się też na wieś, gdzie zrobiliśmy remont generalny domu i obejścia, zburzyliśmy stodołę, wybudowaliśmy garaż itp., itd. Wróćmy jednak do tematu tej strony, a więc do mini-arboretum zwanego pieszczotliwie "OgroBotkiem", które też - i to od zera - powstało właśnie w tym roku! Liczy ono w tej chwili 107 drzew, w tym 55 nowych (wliczając przesadzonego orzecha włoskiego) i 52 wcześniej istniejące (głównie duże robinie, ale też kilka dębów, 2 śliwy i orzech włoski); na wiosnę zamierzam dosadzić jeszcze ok. 40 drzew. W ramach tej samej ogrodzonej przestrzeni powstaje też część sadownicza - na razie z dziesięcioma drzewkami (2 orzechy włoskie, 3 jabłonie, grusza, wiśnia, brzoskwinia, morela i nektarynka), ale w przyszłym roku liczba ta, mam nadzieję, powiększy się o ponad połowę (do tego dojdzie jeszcze kilkanaście/dziesiąt krzewów owocowych). Poza ogrodzonym terenem mamy 12 drzew dekoracyjnych (docelowo ma ich być, wraz z krzewami, 22). W sumie więc we wszystkich trzech obszarach (arboretum, sad, teren dekoracyjny) mamy teraz 129 drzew, w tym 69 nowych i 60 wcześniej istniejących. Plan na przyszły rok zakłada dokupienie 68 drzew tak, aby na koniec 2016 roku łączna liczba drzew i krzewów ogółem wyniosła ok. 200, w tym ok. 140 nowych. Teraz to, co tygrysy lubią najbardziej, czyli rozmiary :). A jeśli tak, to zaczynamy od drzew "zastanych". Najwyższe robinie mierzą ok. 20m wysokości, a najgrubsze - ok. 80cm obwodu pnia. Z nowych drzewek pod względem wysokości prym wiodą "Platan Olbrzym z Zawady" (5.60m), topola kanadyjska z Rychwałdu (4.25m), klon jawor (4.05m), brzoza brodawkowata (3.95m), topola osika (3.90m), klon pospolity (3,60m), przesadzony orzech włoski (3.60m), jesion pensylwański (3.55m), topola osika (3,40), wiąz górski (3.40m) i kasztanowiec czerwony (3.30m). Najgrubszy z posadzonych w arboretum drzewek jest (przesadzony) orzech włoski (obwód pnia 20cm) a następnie platan klonolistny (19.5cm), kasztanowiec czerwony (11cm), wiąz górski (10cm), topola kanadyjska (8cm), skrzydłorzech kaukaski (8cm), klon jawor (8cm) i brzoza brodawkowata (7cm). Pytanie na dziś - czy w przyszłym roku topola kanadyjska dogoni platana?